To było to...
Zapoznanie się z dorobkiem i osiągnięciami ruchu spółdzielczego w Trydencie uzmysłowiło mi, jaka jeszcze praca przed nami. Ale praca, która doprowadzić może do dużych wyników. Oczywiście inne realia panują u nas, lecz jedno jest pewne. Tylko systematyczna, przemyślana praca u podstaw prowadzi do celu. Mądra edukacja, odwołanie do historii (przypominanie, od czego się zaczęło) prowadzi do sukcesu.
Jak mówiłem wcześniej inna rzeczywistość polityczna, ale są wartości uniwersalne np. solidarność, pomoc wzajemna, wspieranie się, razem stanowimy realną siłę. Lecz praca w zespole wymaga od nas pełnego zaangażowania, solidności, uczciwości. I to droga do sukcesu.
W naszych realiach nie spodziewajmy się tak układających się relacji pomiędzy Spółdzielnią a władzami różnych szczebli i instytucji. W Autonomicznej Prowincji Trydent miałem poczucie, że Federacja ma duży wpływ na decyzję władz i stanowienie prawa. U nas brak zrozumienia, nawet ze strony spółdzielców, a raczej ze strony funkcyjnych spółdzielni, dla zasady, że celem jest partykularny interes członków.
Zdaję sobie sprawę, że nie będzie lekko. Ale kto powiedział, że będzie. Mam jednak przekonanie, że cel wart jest podjęcia tego trudu.
Sam pobyt i organizacja pobytu to rozdział oddzielny. Miało się uczucie że organizatorzy mieli wpływ nawet na aurę. Świetnie przygotowani, merytorycznie, prowadzący w czytelny i przystępny sposób przedstawiali tematykę że nie sposób się nudzić. Możliwość zadawania pytań ułatwiły poznanie tematu. Bezpośrednie kontakty z ludźmi praktycznie prowadzącymi działalność, ich pełna otwartość, powodowały że mogliśmy być z tych spotkań w pełni zadowoleni.
Zróżnicowany skład grupy umożliwił wymianę poglądów z przedstawicielami innych instytucji, które są ważne przy realizacji naszego celu.
A to wszystko w cudownych krajobrazach trydenckich.
Krótko mówiąc — super.
Pragnę serdecznie podziękować KRS, a szczególnie Paniom Ewie Ochockiej i Madzi Waniewskiej, za mądry i cenny w wiedzę pobyt i zdobyte doświadczenie. O doznaniach estetycznych nie wspomnę.
Z podziękowaniem
Grzegorz Laskowski